poniedziałek, 17 lipca 2017

Mój słodki "ciężar", który noszę pod sercem :)

Kilka tygodni temu, gdy dodałam posta z nowymi włosami, którego nazwałam „Nowa ja”, a w którym pisałam o zmianach jakie u mnie nastąpiły, kilka z Was podejrzliwie to czytało i trafnie spostrzegło, że zmiany, o których piszę nie do końca dotyczą tylko zmian fryzury.... :P hehehe
Tytuł posta specjalnie był nieco tajemniczy i zmylający Was :P

Wiele z Was zdążyło już zauważyć, że mój wygląd z posta na post nieco się zmieniał - a więc nie ma dalej co ukrywać- radosną nowinę chcę wykrzyczeć całemu światu- powoli przyzwyczajamy się do nowej roli w życiu - za 2 miesiące zostaniemy najszczęśliwszymi rodzicami na świecie:)


I pomimo tego, że jak widać przytyłam już kilka kilo i w większość ciuchów nie mogę się dopiąć, to najzwyczajniej w świecie sprawia mi to radość- cieszą mnie teraz te wszystkie dodatkowe kilogramy, które nazywamy z mężem naszymi kilogramami szczęścia <3

Wiem, że nasza kruszynka zdrowo sobie rośnie i pomimo tego, że przed snem często nie daje mi zasnąć, wiercąc się i kopiąc mamusię, pomimo tego, że czasem źle się czuję, boli mnie kręgosłup, miewam huśtawki nastrojów ( tak- wzruszona płaczę nawet teraz pisząc tego posta), a skurcze łapiące nagle w łydki wybudzają w środku nocy i nie dają dalej spać – śmiało mogę stwierdzić, że jest to najpiękniejszy czas w naszym życiu :)